sobota, 31 lipca 2010

Koszulka, która mówi sama za siebie:)

Tym razem inspiracją do tworzenia stały się dla mnie różne zdania Zosi, które układa ona z wielkim zaangażowaniem od jakiegos czasu ;). Różne są tego efekty, czasami mówi na odwrót, czyli np. zamknij zamiast otwórz, co często prowadzi do nieporozumień między nami, ale ogólnie rzecz biorąc możemy się już dogadać:). Zdania Zosi, które mnie najbardziej bawią postanowiłam umieścić na jej koszulce. Użylam do tego specjalnych farb do tkanin i literkowych szablów, które kupiłam w komplecie z farbami. Poprzez mix kolorów, który zastosowalam, napis wyszedł trochę nieczytelny na pierwszy rzut oka, tak więc dla zainteresowanych zamieszczam tekst i jego tłumaczenie ;)
1. Josia duża dziewczyna jest! (wiadomo ;) Josia to oczywiście Zosia, nasze dziecko tak wymawia swoje imię:).
2. Nie buziakuj Josi! ( mówi tak, gdy jest zła i nie chce, żeby jej dawać buzi, czasownik "buziakować" jest jej tworem językowym ;)
3. Na polinie kakać chciałam!(a to już długa historia... Zosia skakala kiedyś na trampolinie i do dzis o tym na okrąglo mówi. "Polina" to więc "trampolina" w jej wydaniu :). Swoją drogą, ciekawe jest to, jak małe dzieci skracają sobie często słowa, wymawiając tylko ich końcówki. Pytam kiedyś Zosię: "chcesz trochę kabanosa?" (tak, nasze dziecko lubi tego typu przekąski;), a ona na to: "tak, nosa! Nosa chcialam!"
Jeśli chodzi o samo wykonanie koszulki, to myślę, że dobrze by się sprawdziły tu także niespieralne pisaki do tkanin (widziałam takie w jakimś sklepie internetowym). Tworzenie koszulki to z pewnością także fajna zabawa z trochę starszym dzieckiem (ja, póki co, bałabym się pokazać Zosi, jak powstaje coś takiego, bo bym miała wszystkie ubrania w szafie zagrożone jej radosną twórczością;)). Poczekam jeszcze trochę, aż Zosia podrośnie i razem ruszymy do dzieła :)


czwartek, 29 lipca 2010

Szycie na wakacjach

Witam po prawie dwóch miesiącach mojej blogowej nieobecności:) Nie było mnie tu jakiś czas, gdyż korzystałam z uroków lata ;), co nie znaczy, że nie miałam czasu na szycie, bo niemalże w każdym tygodniu blogowego zastoju moja maszyna do szycia nie mogła narzekać na brak "wzięcia" :) Wszystko szło jednak powoli, ale najważniejsze, że znowu udało się zrealizować kolejne pomysły, które "męczyły" głowę i teraz będzie można się brać za następne :).
Tym razem powstała seria, którą nazywam roboczo "sweet home", to chyba ze względu na te kropki, które jakoś tak ciepło na mnie oddziałują i które naładowały mnie pozytywnie do dalszego szycia (czasami, z braku czasu - w sensie innego niż po godzinie 22- mam ochotę rozstać się z szyciem, ale same przyznajcie - kogo raz wciągną niteczki, tego już trudno wyplątać ;)).
Pokusiłam się o uszycie tildowych ślimaków (wykroje znalazłam w internecie), choć z reguły wolę sama tworzyć wykroje i wymyślać zabawki. Odkryłam jednak, że korzystając z takich "gotowców" można zaoszczędzić czas (a to bezcenne przy małym dziecku w domu;)i mimo wszystko czerpać radość z szycia, więc czemu nie?
Ślimaków powstały sztuk 3, każdy inny, ten trzeci zdążył jednak opuścić nasz dom zanim został sfotografowany, musicie mi więc uwierzyć na słowo, że był w paski :)


Uszyłam także domek przytulaczek (już wg własnego pomysłu), który bardzo polubiła Zosia. Domek ma ok 50 cm wysokości i wszytą kieszonkę, w której mieści się zielony ptaszek (trochę krzywulcowy wyszedł,a raczej wygląda jakby się z czymś zderzył;), ale Zosi się podoba :).

Uszyłam także mały breloczek na klucze, także w kształcie domku :)

A tak poza tym głowa moja pełna pomysłów na różne plastyczne tworki, niekoniecznie szyte i już obmyślam jak tu zorganizować czas, żeby te zamierzenia zrealizować...Pomysłami postaram się podzielić wkrótce :)

A tu już nasza "duża dziewczyna" (jak sama o sobie mówi), która w zeszły weekend skończyła dwa lata i jest dla mnie największą inspiracją do tworzenia czegokolwiek :))))

Pozdrawiamy gałgankowo :)
p.s. Ewa, jeszcze raz dzięki za kropkowy materiał! :)
p.s.2 przepraszam za jakość zdjęć, ale aparat i ja to jeszcze niezbyt zgrana para .. ;)