niedziela, 31 lipca 2011

Smak dzieciństwa, smak lata...

           Dobrze jest wrócić latem do dawno wydeptanych ścieżek, podjadać czerwone porzeczki z maminego ogródka, przypomnieć sobie smak świeżo złowionych okonków i lodów śmietankowych z baru "Pod sosną", zanurzyć stopy w zimnym jeziorze, odganiać komary leżąc na hamaku, leniwie przerzucać kartki przypadkowej książki, przedzierać się rowerem przez leśne chaszcze, podziwiać bujne pola kukurydzy, patrzeć, jak dziecko kąpie się w pełnej deszczowej wody łódce "zacumowanej" na podwórku, szorować temuż dziecku stópki czarne od biegania na boso....
         Tak by pokrótce wyglądały nasze wakacje "all inclusiv", spędzane w tym roku trochę w mieście, trochę na wsi, zarówno w deszczu, jak i słońcu....
         A poza tym wakacje wakacjami, jednak w naszym zapakowanym po brzegi bagażniku znalazło się także miejsce na maszynę do szycia. Taki miałam plan, żeby uszyć co nieco, ale skończyło się jedynie na wielkim pruciu i  braku zgrania z maszyną. Może wakacje to nie czas na szycie?
Z moich materiałowych zapasów wygrzebałam jednak sukienkę- fartuszek, którą znalazłam chyba jeszcze zimą w second handzie. Bardzo spodobał się mi się materiał i krój, postanowiłam jednak zaznaczyć na niej swój krawiecki ślad i doszyłam do niej zieloną kieszonkę z małą metką. Sukienka okazała się w sam raz dla Zosi do zbierania ogórków w ogrodzie babci :)



         A poza tym jeszcze chyba wiosną uszyłam także swoją pierwszą w życiu torebkę:). Może nie ma o co robić tyle szumu, ale myślę, że swojej prezentacji tutaj doczeka się w następnym poście :). Jak tylko skończę kilka szczegółów postaram się wrzucić parę zdjęć i napiszę, jak powstawała... A nie było łatwo, maszyna znów o mało nie wyleciała za okno...