środa, 7 września 2011

Miała być torba...

.... i jest, z tym że nie ta, o której była mowa w poprzednim poście. Z potrzeby chwili (chyli z potrzeby taszczenia ze sobą różnego rodzaju przedmiotów od plastikowych grabek Zosi po kilka sztuk pomidorów zakupionych na rynku) powstała dość spora torba z dużą ilością kieszonek, a ta pierwsza zaczęta poszła póki co w odstawkę...
Nad tą, którą dziś pokazuję, siedziałam 5 wieczorów i, o dziwo, bez większych problemów z maszyną udało mi się ją skończyć. Materiał znalazłam z sh, od razu jakoś tak morsko mi się skojarzył...Miała to być więc torba na lato, na spacery do miasta tudzież wypady nad jezioro, ale pomysł udało się zrealizować dopiero pod koniec wakacji... Jednak jakby nie patrzeć to mamy przed sobą jeszcze całeee 2 tygodnie tej pięknej pory roku ;).
Tak torba prezentuje się z przodu i z tyłu:
A tu opatentowana przeze mnie przezroczysta kieszeń ;) Nie znoszę, jak nie mogę nic znaleźć w torbie, a duża ilość kieszonek, choć niby praktyczna, jeszcze bardziej komplikuje to zadanie. Pomyślałam więc, że z przodu kieszonki wszyję kawałek folii (dość grubej i odpornej na przetarcia). Zaletą tego rozwiązania jest to, że nie trzeba przeszukiwać kieszonek, wszystko widać jak na dłoni ;)
Druga kieszonka już bardziej tradycyjna - w ramach nauki wszywania zamka zrobiłam 3 kieszonki zamykane w ten sposób. Zamek wszywałam po raz pierwszy i muszę przyznać, że jak wszystko w szyciu w teorii wydaje się bardzo trudne, w praktyce już nie jest takie straszne;) Obok kieszonki oczywiście obowiązkowy karabińczyk  na klucze na długim pasku, tak aby można było otworzyć drzwi bez wypinania kluczy i bez mozolnego szukania ich w przestworzach torby :)
I na koniec torba na tle mnie i pięknej jarzębiny :) Czy Wy też nie możecie uwierzyć, że tegoroczne lato  to już prawie przeszłość?
Reasumując muszę przyznać, że szycie toreb wydawało mi się o wiele bardziej trudne... A może to kwestia tego, że szyję już prawie dwa lata, tak więc trochę wprawy przekłada się na szybsze i sprawniejsze pokonywanie kolejnych etapów szycia... A tak poza tym to wspaniały kurs obrazkowy na wszywanie kieszonek, podszewki i innych mniej lub bardziej skomplikowanych wnętrzności torby znajdziecie tu:
zakładka: jak uszyć torebkę
Polecam bardzo osobom uczącym się szyć, nie tylko torebki.

I mimo tego, iż cieszę się z tego, że udało mi się przejść kolejny "etap wtajemniczenia" w szyciu, to jest mi jednocześnie bardzo smutno i mam poczucie poniekąd infantylności tego posta...
Dowiedziałam się bowiem, że autorka powyższego bloga, czyli Pani Małgosia, która szyła z tak wielką pasją i dzieliła się swoją wiedzą z blogerami, niestety przegrała walkę z białaczką....Właściwie to nie wiem co napisać, bo wszystko wydaje mi się takie nie na miejscu...Może to niewiele (choć ja akurat uważam, że bardzo dużo), ale myślę, że zostawiła Pani po sobie coś pięknego, czyli ślad swojej pasji, dzięki któremu dziś inni mogą rozwijać swoje umiejętności. Jestem za to bardzo wdzięczna!